Wynagrodzenie nauczyciela

Klientem szkoły może być każdy – jako uczeń, rodzic ucznia, nauczyciel mamy ze szkołami kontakt niemal przez całe życie. Każda strona szkołę ocenia inaczej, ze swojego punktu widzenia i zgodnie ze swoimi potrzebami. Ze względu na społeczne i gospodarcze znacznie edukacji problemy szkół są również problemami polityków, którzy zajmują się tworzeniem prawa oświatowego oraz kierowaniem polskim systemem edukacyjnym wszystkich szczebli.
Największą trudnością dla rządzących jest finansowanie oświaty i utrzymanie wysokich standardów kształcenia. Wprawdzie kolejni ministrowie edukacji mówią często o potrzebie podniesienia poziomu polskich szkół, to nawet jeśli zdarzy się, że byli zawodowo ze szkołą związani przed objęciem stanowiska, to dla realizacji celów politycznych swojego obozu gotowi są zniweczyć dorobek i osiągnięcia poprzedników. Taką sytuację możemy obserwować obecnie. Na naszych oczach rozwalono system, którego zazdrościł Polsce cały świat. W ciągu krótkiego czasu, jaki upłynął od powołania do życia w 1999 roku gimnazjów, polscy uczniowie zaczęli osiągać bardzo wysokie wyniki w badaniach PISA – najbardziej prestiżowych badaniach edukacyjnych prowadzonych na świecie. Inne kraje pytały nas, jak my to robimy, jakim sposobem z dna edukacyjnego Polska wspięła się na wyżyny. Jednak nowej władzy gimnazja przeszkadzały i nakazały przywrócenie ośmioklasowych podstawówek. Chaos to najdelikatniejsze słowo, jakiego można użyć na określenie tego, co dzieje się obecnie w szkołach podstawowych. Ale wszystko przed nami – od września reforma dotrze do szkół średnich, a tego nawet najwięksi zwolennicy obecnej władzy mogą nie przeżyć. Prawdopodobnie za kilka lat już nie tylko prezydent tego kraju będzie pytać dlaczego nie stosuje się już oświetlenia żarowego i zastępuje je gazowym – takich niedouków będą miliony.
Tymczasem sprawa finansowania oświaty staje się politycznym problemem numer jeden. Od kilku tygodni płace nauczycieli to dyżurny temat wszystkich serwisów informacyjnych. Ministerstwo twierdzi, że jest bardzo dobrze. Nauczyciele i związki zawodowe mówią coś innego i na dowód pokazują wydruki z nauczycielskimi pensjami. Jak to właściwie jest liczone? Jak ustala się place nauczycieli?
Ministerstwo Edukacji ustala wysokość minimalnych stawek wynagrodzenia nauczycieli. Podaje się je w formie tabeli, gdzie stawki rosną wraz ze stopniem awansu zawodowego. Najniżej wycenia się pracę nauczycieli bez stopnia, potem są stażyści, kontraktowi, mianowani, dyplomowani. Nauczycieli bez stopnia jest bardzo mało – to z reguły osoby które zostały zatrudnione już po terminie rozpoczęcia roku szkolnego, czyli nawet jeśli mają potrzebne kwalifikacje, to nie mogą rozpocząć stażu. Największą grupę stanowią nauczyciele dyplomowani i mianowani, czyli opłacani według stawek najwyższych. Ministerstwo przekazuje na płace pieniądze wyliczone według stawek uśrednionych, dodaje nieco na dodatki do pensji i w formie subwencji oświatowej przesyła pieniądze na konto samorządów. Przy podziale subwencji na poziomie samorządów okazuje się, że pieniędzy rządowych jest za mało i do szkół trzeba dopłacić ogromne kwoty z budżetu gminnego. Przedszkola już dawno są zadaniem własnym samorządów, więc do pokrywania kosztów ich funkcjonowania gminy zdążyły się przyzwyczaić. Jak wygląda naliczanie pensji nauczycielskiej w praktyce?
W dużym uproszczeniu ministerstwo na jednego nauczyciela przeznacza średnio tyle, ile wynika z uśrednienia stawek minimalnych z tabeli płac i powiększenia ich o kilka procent dodatków. Jeśli w tabeli płac będzie pięć stawek wyrażonych w tysiącach: 2 bez stopnia, 2.5 stażysta, 3 kontraktowy, 3.5 mianowany,4 dyplomowany, to wychodzi ministrowi, że średni etat nauczycielski to 2+2,5+3+3,5+4/5=3. Po dodaniu kwoty na dodatki np. 500 zł wyjdzie, że średnia płaca nauczyciela to 3,5 tysiąca złotych. Do tego dochodzą koszty zatrudnienia pokrywane przez pracodawcę, które też ministerstwo dodaje jako uśrednione i takie kwoty zgodnie z ilością zatrudnionych nauczycieli dostają samorządy. A w samorządach najczęściej okazuje się, że są to kwoty za małe, bo w szkołach pracują przede wszystkim nauczyciele mianowani i dyplomowani i średnia stawka wynikająca z tabeli to już jest 3750 zł a do tego dodatki stażowe po 20% dla każdego, dodatki motywacyjne, za wychowawstwo. Są jeszcze dodatki za nauczanie dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych. W funduszu płac muszą być przewidziane środki na godziny ponadwymiarowe, nagrody jubileuszowe, odprawy emerytalne, urlopy dla poratowania zdrowia. Samorządy muszą różnicę pokryć z dochodów własnych. Warto zauważyć, że w całej dyskusji o podwyżkach dla nauczycieli przedstawiciele samorządów są nieobecni. Im najmniej zależy na tych zmianach, bo wiedzą że jak zwykle ministrowie podniosą płace, a nie zabezpieczą na ten cel w budżecie odpowiednich środków. Jeśli płace nauczycieli w Polsce będą przedmiotem sporów politycznych, to nie wróży to nic dobrego. Tak długo jak policja, wojsko i kasjerzy z „Biedronki” zarabiać będą więcej od pracowników oświaty, tak długo nie osiągnie oświata sukcesu, bo do zawodu zaczyna trafiać coraz mniej doskonale wykształconych ludzi z powołaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *